|
Wstęp
|
Kolejny etapem wtajemniczania Oli w sprawy związane z Angeliką, było pokazanie jej Księgi Miłości. Strumieński zaczął wręcz objaśniać Oli pamiętnik erotyczny Angeliki, przede wszystkim dlatego, gdyż chciał w ten sposób wywołać u niej współczucie, zazdrość; chciał wręcz, aby Ola rywalizowała ze swoją poprzedniczką, albo ją naśladowała. Jednakże jego zabiegi nie przyniosły zamierzonego rezultatu. Poprosił ją zatem wprost, żeby raz w miesiącu ubierała się w suknie Angeliki i ją udawała. Ola nazywa go wariatem, i zaczyna śpiewać, na co Strumieński prosi ją, by zamilkła, gdyż "w sposób zbyt przykry przypomina Angelikę, która w ostatnich dniach swego życia pod wpływem obłąkania zaczęła nucić ni stąd, ni zowąd. Tak chciał Strumieński chytrze przeforsować swój zakaz, lecz Ola palnęła mu śpiewając: No to ja ją naśladuję, Do rozkazu się stosuję." Bohater Pałuby po raz kolejny obnaża swoje komedianctwo. Z jednej strony chciał bowiem, aby Ola naśladowała Angelikę, ale kiedy Ola stosuje inną - której sam nie zaplanował - formę naśladownictwa, ten złości się i wybiega z domu. Kiedy Strumieński zaczął odczuwać "respekt przekonaniowy" wobec Angeliki, zaczął pisać życiorys swej zmarłej żony, który właściwie był historią jej obrazów. Mimo że miał jeszcze w pamięci dawny lekceważący stosunek do jej twórczości, jego obecne rozmyślania miały charakter uwielbienia i zachwytu. Chciał w ten sposób przygotować jej twórczość na przedstawienie szerszej publiczności. Wyłuszczał jej intencje malarskie, aby w ten sposób ułatwić recepcję dzieł Angeliki. Ale również i w tym wypadku Strumieński nie uchronił siebie od mimowolnego fałszowania prawdy. Pisał tylko to co chciał napisać. Przypominał sobie tylko to, co chciał sobie przypomnieć. Opanowała go gorączka człowieka, który ratuje i wydziera toni swoje skarby. Ubierał swoje wspomnienia w ładne formy, posypywał poetycznym cukrem, rugował to, co mu się zdawało przypadkowym, niepotrzebnym, stwarzał całość, sprzęgł z sobą fakta wyrwane luźno z przeszłości (...) Poruszał różne kwestie erotyczne, kokietował nieraz z Księgą Miłości, a czasem to i owo zmyślał i dodawał, wsuwał między zdarzenia jakieś własne wymysły czy domysły, a te mu się potem w głowie tak utrwalały, że uważał je za wspomienia rzeczywiste, które wyłoniwszy się z pamięci, zamieszały się przypadkowo między wytwory fantazji. Pisząc biografię Angeliki, Strumieński odsłania szereg "tajemnic pałubicznych", momentów, w których odczuwa wpływ "pierwiastka destrukcyjnego" dla jego wyidealizowanych zamierzeń. Strumieński rozpoczyna nową fazę kultu, pisze życiorys Angeliki. Ale jednocześnie narzucone są na to pierwsze pałubiczne trudności, Strumieńskiemu przypominają się rzeczy, o których nie chciałby pamiętać, itd. Tak jest na przykład wówczas, kiedy Piotr zastanawia się, w jakim stopniu zaznaczyć swój wpływ na twórczość swojej zmarłej żony i jest nawet bliski przeświadczeniu, że wszystko co tak naprawdę namalowała to jego zasługa. Doszedł bowiem do przekonania, że jego sugestie i rady były duchowym nasieniem, pierwiastkiem dominującym, głównym, natomiast to, co ona dawała od siebie (wiedza techniczna, wykonanie, wprawa ręki i oka), wypadało w owej proporcji jak coś podrzędnego, jako aparat, zewnętrzna forma, łono. Ale tak otwarcie kwestię swojego "udziału" w twórczości Angeliki Strumieński poruszał tylko przed samym sobą, bowiem "punkt wstydliwy par excellence!" nie pozwolił mu opisać tego w ten sposób. Jak można sądzić, okoliczności towarzyszące pisaniu biografii odzwierciedlają hipotetyczne mechanizmy, jakie zaczynają działać przy dopasowywaniu ideału do rzeczywistości.
|
| Agencja interaktywna oferuje pozycjonowanie stron internetowych w najpopularniejszych wyszukiwarkach | |