W podobny sposób problem artystycznego improduktywizmu opisuje Andrzej Makowiecki.
W wielu tekstach "prozy o artyście" odznaczających się tendencją apologiczną w stosunku do bohatera spotykamy improduktywizm "uwznioślony", brak realizacji dyspozycji twórczych usprawiedliwiony filozoficznie lub przynajmniej jego reguły wypowiadane przez artystę (...)
W czasie, w którym Strumieński jeszcze pielęgnował w sobie talent malarski, trafił na wystawę obrazów Angeliki Kauffamann, do której w niedługim czasie zapisuje się na lekcje rysunku, kierowany nie tyle rzeczywistą potrzebą rozwijania swojego talentu, ile przede wszystkim opinią publiczną, która głosiła, że "ta kobieta to wariatka, nazywa się "niepokalaną Artemidą", piękna, lecz zimna, niezdolna wzbudzić żaru miłosnego ni w sobie, ni w innych."
Strumieński powoli już zniechęcony świadomością, jak wiele pracy musiałby włożyć, aby zostać dobrym malarzem, a nie mający jeszcze w zanadrzu żadnej teorii, która stanowiłaby usprawiedliwienie i "sfałszowanie" jego braku umiejętności i prawdopodobnie zwykłego lenistwa, liczy w duchu, że Angelika, udzielając mu lekcji, najprędzej "zastąpi szał malarski innym szałem" . Ona zaś przejmowała się jego malarskim wykształceniem bardziej na serio niż była potrzeba, ukazując przed nim tajniki sztuki malarskiej. Piotr już jednak wyzbył się swoich malarskich aspiracji i doszedł do przekonania, że jego zapał do sztuki jest tylko zapałem w ogóle.
Zanim przejdę do kolejnych przykładów ilustrujących portret artysty zawarty w Pałubie chciałbym zwrócić uwagę na jedną sprawę. Otóż majątek, który posiada już w tym momencie Piotr Strumieński, jest majątkiem odziedziczonym, można by rzec majątkiem, który sprezentował mu los. To majątek do powstania którego "nie przyłożył ręki" i zdobył go tylko i wyłącznie dzięki szczęściu, czy zwykłemu zbiegowi okoliczności. Mówiąc krócej, to majątek, w budowę którego nie włożył nawet najmniejszego wysiłku. A dodatkowo dzieciństwo Piotra, czy raczej ostatni etap młodości tuż przed progiem dorosłości, przygotowywał go do takiego stanu rzeczy, kiedy to Piotr już wiedział - przede wszystkim interpretując odpowiednio zachowanie starego Strumieńskiego - że "to wszystko" będzie wkrótce jego, i że są rzeczy, które można mieć bez najmniejszego wkładu własnej pracy. Takie zaś przekonanie spowodowało, że w życiu dorosłym Piotr miał świadomość, że są rzeczy na świecie, które można mieć ot tak, po prostu, a cały nasz wysiłek sprowadza się do tego, by te rzeczy znaleźć. Dlatego też można przypuszczać, że porzucenie planów zostania malarzem, było przede wszystkim spowodowane ilością pracy jaką musiałby włożyć w doskonalenie talentu. Dlatego kiedy tylko zorientował się w sytuacji, szybko znalazł dla siebie usprawiedliwienie, że nie może porzucić obowiązków dziedzica, i swoje młodzieńcze plany określił jako fałszywe zapędy. Na takie zachowanie bohatera Pałuby należy zwrócić szczególną uwagę, gdyż jak się okaże wkrótce, taka fałszywa elastyczność pozwalająca dopasowywać się do zaistniałej sytuacji, takie "przechodzenie z jednej wygodnej teorii, w drugą wygodniejszą", będzie stanowić dla Piotra jakby życiową receptę. To samo dotyczy wszystkich postaci występujących w Pałubie - wszystkie one grają swoją komedię.
"Komedię charakteru" grają nawet postacie poboczne, epizodyczne, a nawet zaledwie wspomniane (...) Bohaterowie powieści wymyślają samych siebie. Ta dążność do interpretowania siebie, skłonność do najgłębszej wewnętrznej mistyfikacji, to cecha, którą Irzykowski uważa za najistotniejszą w umyśle ludzkim."
Przechodząc do etapu życia Piotra Strumieńskiego spędzonego wspólnie z Angeliką, chciałbym jeszcze opisać dosyć osobliwy problem Angeliki, który również nakreśla pewien obraz artysty przedstawiony w Pałubie.
|