Zdaje się, że tak właśnie postępuje bohater Pałuby.
Na razie jednak Piotr postanowił być wstrzemięźliwym, a żeby "zasłonić" myśli świętokradcze w stosunku do Angeliki, zaczął wręcz na siłę, przy pomocy "ostrogi wyobraźni" przywoływać w myślach obrazy wspólnie spędzone z ukochaną; przywoływał jej obrazy w najdrobniejszych szczegółach, odtwarzał jej sposób poruszania się, dostrzegał na powrót najdrobniejsze szczegóły jej ciała - do tego stopnia, że sam zadziwiał się wiernością swojej pamięci. Doznał jakby drugiego zakochania i spędzał teraz drugie miodowe miesiące, " a w nocy poszedł na jej grób i usiadłszy pod pomnikiem, głaskał i całował miękką murawę pokrywającą zgniłe już zapewne zwłoki, a potem wykopywał sobie stamtąd trochę ziemi do wazonka i hodował w nim jakiś kwiat." Odwiedzał teraz również - jakby do tej pory zapomniane - muzeum Angeliki i spędzał w nim długie godziny. Obcował z przedmiotami, z których każde wydobywało z przeszłości jakieś wspomnienie. Wrócił do pracy nad Księgą Miłości, "nieudolnym ołówkiem kreślił więc swoje westchnienia i obcowania niebieskie, zamienione na plastykę; lecz wnet darł te próby, wyładowywał swoją fantazję w strzelistych poematach, niezrozumiałych, bo dla niego tylko przeznaczonych". Wówczas to powiedział sobie między innymi, że powinno się wynaleźć aparat mogący odfotografować, odbić majaczenia - takie lotne, szybkie, niewidzialne płótna fantazji.
Strumieński wyraża tu obawy, o których pisał obszernie Andrzej Makowiecki, posługując się przykładami z innych młodpolskich powieści:
(...) w odniesieniu do tekstów, których autorzy uprawiają diagnostykę niemocy twórczej, mamy do czynienia z przeświadczeniem o ułomności i konwencjonalizmie artykulacji w porównaniu z doskonałością przeżycia wewnętrznego (...)
Dodatkowo wielu bohaterów młodopolskich powieści artystowskich pojmowało akt twórczy, jako rozgrywający się wyłącznie w duszy i nie wymagający realizacji w dziele. Dla przykładu zacytuję za Andrzejem Makowieckim wybrane przykłady z innych powieści:
Nie chodzi mi o zdolność wysłowienia albo wyrazu, lecz o zdolność odczucia tak rozlegle, z taką siłą i wyrazistością, jakiej przeczucie tylko w sobie noszę.
I dalej
Skończył pan dramat? Właściwie już. Przeżyłem go w duszy. Reszta to tylko mechaniczna praca zapisywania papieru.
Pamiętać należy również, że według ówczesnej filozofii, aby zostać artystą nie trzeba było niczego stworzyć; artysta nie musiał swojego "bycia artystą" udokumentować dziełem w charakterze przedmiotu materialnego. Kładziono nacisk przede wszystkim na ekspresję osobowości, a wobec tego młodopolski artysta równie jak pędzlem, czy piórem, mógł towrzyć życiem. |