Działki budowlane - Perfumy - gumki - pozycjonowanie - Projektowanie Stron Www -
 
 

Piotr Włosek był synem kowala, "a potem leśniczego w lesie wilczańskim" , którego przypadkiem zastrzelił stary Strumieński podczas polowania. Po wypadku matka Piotra została gospodynią Strumieńskiego, a sam Piotr stał się z czasem jego faworytem, któremu własny syn - jak to określił sam Irzykowski - nie udał się. Piotr cieszył się u Strumieńskiego takimi względami, że w niedługim czasie w Wilczy "urobiła się plotka, że Piotr jest bękartem Strumieńskiego" , której to on sam nawet nie zaprzeczał, więcej nawet, przez stosowne milczenie potwierdzał i utrwalał. Podejrzenia, że jest ojcem tak dorodnego syna pochlebiały mu i dawały pocieszenie za Roberta, który urodził się ułomny i na niego, jako na kontynuatora rodu, Strumieński w ogóle nie liczył. Kiedy plotka dotarła do szkoły, w której uczyli się obaj chłopcy, Piotr reagował na nią najpierw agresywnie, starając się bronić honoru matki, ale kiedy dorósł, a sam Strumieński dawał mu coraz wyraźniej do zrozumienia, że widzi w nim swego następcę i spadkobiercę, stał się zupełnie na podobne pomówienia obojętnym, a wręcz "gromadziło się w nim z powodu takich aluzji pewne przyjemne poczucie odrębności swego losu oraz zalet i korzyści związanych z bękarctwem" . Takie zafałszowane zachowanie to według mnie pierwszy wyraźny symptom postawy, jaką Piotr będzie reprezentował w swoim dorosłym życiu, postawy, która z czasem się w nim wyrobi (przy jego świadomej pomocy!) i nabierze bardziej wyraźnych kształtów. Ale to jeszcze nie koniec, punkt kulminacyjny jego młodości - który Irzykowski określi mianem pierwszego fałszywego punktu w historii swojego bohatera - dopiero nastąpi.
O tym, że Piotr potrafił doskonale zakamuflować swoje prawdziwe zamiary, zaś role, w które się wcielał, potrafił odegrać znakomicie, świadczy chociażby fakt, że Robert w ogóle nie poznawał się na "prawdziwym" Piotrze i widział w jego zachowaniu jedynie dziedziczną służalczość, "zdrową plebejuszowską naturę" .
Nie sposób również nie wspomnieć o incydencie z kowalstwem, za które to Piotr niby wziął się, aby mieć w ręku jakiś uczciwy zawód. Działo się to w czasie, kiedy Robert "zaczął oddawać się życiu artystycznemu, hulatyką i humorem nadrabiał kalectwo, wyrzucając pieniądze na opłacenie sympatii swych bliźnich" , co na pewno jeszcze bardziej pogrążało go w oczach ojca, który właściwie już zupełnie nie widział w nim spadkobiercy, a całą swoją uwagę w tym względzie kierował na Piotra, który oto postanowił wyuczyć się jakiegoś konkretnego zawodu.
W pewnym momencie stary Strumieński poprosił nawet Piotra, aby wpłynął moralnie na Roberta i nawrócił go na właściwą drogę, aby ten porzucił malarstwo i hulaszczy tryb życia. Moment, w którym Strumieński prosi Piotra, aby objął kuratelę nad Robertem, to właśnie ten "pierwszy widoczniejszy punkt fałszywy" w historii Piotra.

Podczas tej ważnej konferencji rozczulił się stary Strumieński, zachowywał się wobec Piotra tak tajemniczo, jakby naprawdę był jego ojcem, a w końcu pocałował go w głowę, czego dotąd nigdy nie czynił. W tej pięknej komedii odegrał Piotr z właściwym przejęciem się rolę naturalnego syna, który wszystko wreszcie rozumie, lecz umie dyskretnie uszanować tajemnicę. Co stary Strumieński robił ze ślepej opozycji do swych krewnych, to Piotr naśladował z instynktownego wyrachowania



 
kredyt mieszkaniowy