A zatem Piotr zaczynał sobie uświadamiać, że historia ich miłości, którą chciał odegrać w życiu, i która miała być pewnie dziełem jego życia, to po prostu tania komedia, a to co on brał jak najbardziej na serio, dla Angeliki było zwykłym rekwizytem, do którego zachowywała dystans. Napisałem, że Piotr zaczynał to sobie uświadamiać, ale właściwie powinienem napisać, że w ogóle nie dopuszczał do siebie takiego rozumowania, a prawdziwe światło na rzeczywisty obraz sytuacji rzucały mu jedynie pojedyncze refleksy, które najwyżej przypadkowo przedostawały się do jego świadomości. Piotr nawet nie starał się ich analizować, traktując je jako fałszywe, wmawiając sobie, że "między obojgiem panowała "cudowna harmonia myśli", mieli nawet wspólny język frazesów."
Tutaj po raz kolejny Piotr znajduje "dla swych skłonności (...) "formy gotowe", schematy zachowań wytworzone w życiu społecznym jako wynik powszechnej tendencji do ujmowania rzeczywistości w tym, co typowe."
W powieści Irzykowskiego to właśnie życie ideą prowadzi do nihilizmu i naginania wszelkich wartości do postulowanego wzorca, przy czym kulturowe mity, pozbawione oparcia w autentycznych skłonnościach człowieka, objawiają w konfrontacji z rzeczywistością własną śmieszność i nieprzystosowanie do natury ludzkiej. Idealistyczne aspiracje bohaterów skazane są na opór beztematycznego życia i szydercze wypaczenia (...)
W pierwszych dniach pobytu w majątku Strumieńskiego bohaterom istotnie wydaje się, że ich miłość nabrała nowych jaskrawych kolorów. W Angelikę wstępują nowe siły twórcze, a sam Strumieński każe przerobić miejscową kaplicę na atelier dla żony, które nazywa muzeum Angeliki.
Powstają nowe obrazy, a tym samym Księga Miłości, która ma być świadectwem ich niezwykłego uczucia, wzbogaca się o nowe rozdziały. Piotr stara się stworzyć dla żony jak najlepsze warunki do pracy, w jej artystycznych zmaganiach bierze "coraz większy udział, przewyższa ją w wymyślaniu kłamstw, poddaje jej tematy, które ona chwyta i wykonuje, pobudza ją do snucia jej własnych pomysłów i pilnuje przy pracy" .
Piotr cieszy się, że Gela nie będzie już więcej musiała malować dla innych ludzi, a tylko dla niego. Nigdy więcej nie będzie już zatem narażona na oskarżenia o plagiat i nikt więcej nie będzie poddawał w wątpliwość "wielkich" tematów malarskich, których realizacji się podejmowała. A zatem "ptaki Adriatyku" będą mogły spokojnie fruwać "koło kolumn marmurowych w ogrodach cienistych" bez obawy o krytyczne spojrzenie ludzi z zewnątrz, którzy nie mają pojęcia o prawdziwości i wyjątkowości uczucia obojga bohaterów. Tak więc tandeta znalazła bezpieczne miejsce w wilczańskim ustroniu.
Wszystko wydaje się pięknym, przynajmniej z punktu widzenia Piotra, cieszy się bowiem, że w końcu dostąpił prawdziwej miłości i sztuki - tej drugiej przynajmniej za pośrednictwem Angeliki.
Miłość i sztuka - bo wszakże miłość jest także sztuką, nieprawdaż?
Problem artystycznego "fachu" artysty młodopolskiego opisywał w swojej pracy Andrzej Makowiecki. Dowiadujemy się, że bycie artystą nie musiało być uzależnione od technicznych umiejętności w tym względzie: "by zostać artystą, nie trzeba niczego stworzyć"
|